Dzisiaj chciałabym zwrócić Waszą uwagę na oczy. Mówi się, że po jednym kontakcie wzrokowym można poznać człowieka. Dlatego tak ważne jest, czy nasze oczy wyglądają estetycznie. Ale nie można też przepłacić. W związku tym poświęcę trochę czasu na rozkminach na temat dwóch kuszących, tanich paletek z Lovely.
Przedstawiam Wam Choco Bons i Peach Desire!
Zacznijmy od analizy obu palet. Na pierwszy ogień Choco Bons:
Sama paleta ma super pigmentację, także nikt się tym nie zawiedzie. Sprawdzałam, testowałam z niej wszystkie kolory i powiem tak: nie wszystko poszło po mojej myśli. Do połowy palety wraz z tym takim brzoskwiniowym cieniem wszystko szło gładko, pięknie się blendowało. Po prostu nie miałam zastrzeżeń. Kiedy nałożyłam na oko cień śliwkowy oraz granatowy, wszystko poszło się sypać i TO DOSŁOWNIE. Wszystkie cienie ciemne z tej palety okropnie się sypią i nie da nic z tym zrobić oprócz zabezpieczenia strefy pod oczami pudrem. Jeśli chodzi o blendowanie to kompletna ruina, jedyne z czarnym sobie poradziłam, ale też nie można go nabrać zbyt dużo, bo... TO PO PROSTU NIE BĘDZIE MIAŁA PRAWA WYGLĄDAĆ DOBRZE. A więc na koniec takie podsumowanie: jeśli ma zamiar kupić tą paletę tylko i wyłącznie dla tych ciemnych cieni, to nie polecam.
A teraz kilka wskazówek, rad, jak tam wolicie:
Więc cieniem pierwszy, którego uwielbiam, jest taki jasny waniliowy, który szczególnie polecam na stosowanie przed kolorowymi cieniami. Da nam to duże rozświetlenie oka.
Z kolei ten cień zwykle stosuje do konturu oka, aby dodać mu jeszcze głębi po tym waniliowym.
No i ostatni cień, któremu chcę poświęcić uwagę. Kolor tego cienia pasuje do każdego koloru włosów, oczu czy cery. Uwielbiam go, bo jest naturalny, a zarazem dodaje oku takiej drapieżności.
Dobrze tyle o tej palecie. Teraz przenieśmy się w miejsca pachnące brzoskwinką.
Peach Desire to paleta, którą na początku tak bardzo chciałam kupić, że wypatrywałam ją wszędzie. Niestety tak bardzo się rozczarowałam jakością... Jest o wiele gorsza o Choco Bons według mnie, choć wiele osób się z tym nie zgodzi. Sama paleta jest w ciepłej tonacji, zupełnie inaczej niż Choco Bons. Tutaj z ciemnymi cieniami jest tak samo, jak w przypadku siostry tej palety (sugeruję, żeby nikt nie kupował tych palet dla ciemnych cieni). Sypią się, nie blendują, po prostu masakra. w tej palecie mamy też nowość, czego nie byłoby w poprzedniej palecie, czyli dwa metaliczne cienie.
Przedstawiam Wam Choco Bons i Peach Desire!
Zacznijmy od analizy obu palet. Na pierwszy ogień Choco Bons:
Sama paleta ma super pigmentację, także nikt się tym nie zawiedzie. Sprawdzałam, testowałam z niej wszystkie kolory i powiem tak: nie wszystko poszło po mojej myśli. Do połowy palety wraz z tym takim brzoskwiniowym cieniem wszystko szło gładko, pięknie się blendowało. Po prostu nie miałam zastrzeżeń. Kiedy nałożyłam na oko cień śliwkowy oraz granatowy, wszystko poszło się sypać i TO DOSŁOWNIE. Wszystkie cienie ciemne z tej palety okropnie się sypią i nie da nic z tym zrobić oprócz zabezpieczenia strefy pod oczami pudrem. Jeśli chodzi o blendowanie to kompletna ruina, jedyne z czarnym sobie poradziłam, ale też nie można go nabrać zbyt dużo, bo... TO PO PROSTU NIE BĘDZIE MIAŁA PRAWA WYGLĄDAĆ DOBRZE. A więc na koniec takie podsumowanie: jeśli ma zamiar kupić tą paletę tylko i wyłącznie dla tych ciemnych cieni, to nie polecam.
A teraz kilka wskazówek, rad, jak tam wolicie:
Więc cieniem pierwszy, którego uwielbiam, jest taki jasny waniliowy, który szczególnie polecam na stosowanie przed kolorowymi cieniami. Da nam to duże rozświetlenie oka.
Z kolei ten cień zwykle stosuje do konturu oka, aby dodać mu jeszcze głębi po tym waniliowym.
No i ostatni cień, któremu chcę poświęcić uwagę. Kolor tego cienia pasuje do każdego koloru włosów, oczu czy cery. Uwielbiam go, bo jest naturalny, a zarazem dodaje oku takiej drapieżności.
Dobrze tyle o tej palecie. Teraz przenieśmy się w miejsca pachnące brzoskwinką.
Peach Desire to paleta, którą na początku tak bardzo chciałam kupić, że wypatrywałam ją wszędzie. Niestety tak bardzo się rozczarowałam jakością... Jest o wiele gorsza o Choco Bons według mnie, choć wiele osób się z tym nie zgodzi. Sama paleta jest w ciepłej tonacji, zupełnie inaczej niż Choco Bons. Tutaj z ciemnymi cieniami jest tak samo, jak w przypadku siostry tej palety (sugeruję, żeby nikt nie kupował tych palet dla ciemnych cieni). Sypią się, nie blendują, po prostu masakra. w tej palecie mamy też nowość, czego nie byłoby w poprzedniej palecie, czyli dwa metaliczne cienie.
To jest po prostu tragedia jak dla mnie. Wchodzą w zmarszczki, nawet palcem ciężko je nałożyć, a co dopiero pędzlem. Pigmentacja minimalna.
MASAKRA.
Jedynie cenie, które polecam w tym przypadku to:
Pomarańczowy jest taki znośny, tak powiem, a ten jasny beż to perełka.
Podsumowując, po tej długiej przeprawie, zdecydowanie nie polecam brzoskwinki, ale dla fanów jasnych kolorów Choco Bons będzie wybitną paletą.
Do usłyszenia!
Kolejny wpis: Pomada do brwi Wibo





Komentarze
Prześlij komentarz